Zakupy, alkohol i zwierzęcy seks w Pokharze

Dwa dni spędziliśmy w Pokharze, drugim co do wielkości mieście Nepalu. Wiele osób nam mówiło, że  to dobre miejsce na kilka dni odpoczynku po długim trekkingu.

2015-11-05 18.14.26

Pokhara łódki
Pokhara, a szczególnie turystyczna dzielnica „Lake side” różni się znacznie od Katmandu, czas tu płynie wolniej, jest jak na Nepal całkiem czysto, turyści leniwie spacerują od knajpy do knajpy lub brzegiem jeziorka, kramy z pamiątkami zachęcają do zakupów. Można spróbować lokalnego jedzenia lub zjeść coś europejskiego, pełno wszędzie gabinetów masażu, fryzjerów, drobnych ulicznych handlarzy, ceny są sporo niższe niż w górach i kupno piwka już tak bardzo nie boli (około 12zł za 0,65l a nie 20zl jak w górach).

2015-11-05 18.13.54
Wciągneliśmy się w klimat Pokhary i było naprawdę miło. Pierwsze co to zakupu, lekkie spodnie na upały które tu panują, idealne podróbki acterixa, przyzwoitych gacie wyglądające prawie jak oryginał za około 50zł. Kolejny zakup to kaszmirowy szal, podobno robiony tutaj, nie wiem ile to kosztuje w PL, tu 80zł. Wygląda i w dotyku jest całkiem ok.  Cieszy, że nie ma tu tandetnej chińszczyzny, widać że wszystko jest ręcznie robione, często sklepik jest równocześnie warsztatem. Kusi zakup olejnego obrazu, piękna prawie metrowa panorama Himalajów, za około 300zł. Patrząc na pracochłonność i wykonanie to naprawdę niewiele. Zastanawiamy się jeszcze, nie wiem czy obraz się nie zniszczy w transporcie.
Wpadamy jeszcze do jednego sklepiku i wychodzimy z wełnianymi rękawiczkami, czapką, makatkami i innymi drobiazgami. Wszystko ręcznie robione i szalenie kolorowe.

Na trekkingu w Manaslu spotkaliśmy wesołą ekipę „każdy z innej parafii ” czyli z innegi kraju.  Turystyczna część Pokhary nie jest specjalnie duża i trafiamy na siebie ponownie. Spędzamy wieczór w knajpie, pijemy piwko Everest i objadamy się pizzą. Cudownie zjeść coś innego niż ryż.

2015-11-05 18.15.09

Drugi dzień przeznaczamy na włóczędze po okolicy. Tomasz biega z aparatem za pająkami, jaszczurkami i motylami. Ja się snuje za nim w cieniu bananowców i bambusów. Leniwy dzień, nigdzie się nie spieszymy, upał ale widoków brak, chmury wiszą nad doliną. Idziemy do widospadu Davisa i do jaskini obok. Jedno i drugie okazuje się mało ciekawe. Idziemy dalej, do punktu widokowego na wzgórzu. Przechodzimy przez rzekę, przez pola ryżu. Kupujemy banany w lokalnym sklepie, pyszne i świeże. Tomasz wypatruje węża w rowie obok drogi, ma z 1,5m, nawet lokalne dzieciaki mówią, że jest duży i krzyczą, wąż ucieka, Tomasz nieszczęiwy bo nie ma zdjęcia. Wchodzimy do dżungli, na ścieżce kopulują małpy. Gapią się na nas. Na chwilę przerywają zabawę. Wbiegają na drzewo i kontynuują, gapią się dalej na nas i robią głupie miny.

2015-11-05 18.18.44Idziemy dalej, na górze jest ogromna buddyjska świątynia.

 

2015-11-05 18.19.21

Jest tu cicho i spokojnie, chodzimy boso bo tak pokazują tablice, zostawiamy datek i wracamy pomału w dół do Pokhary, tym razem inną ścieżką przez dżunglę. Znowu małpy, jest ich więcej, zachowują się jakby nas nie było, wbiegają na ścieżkę, idą obok. Ja trochę panikuję, ponoć potrafią być wredne jak się wejdzie na ich teren i poczują się zagrożone. Nasłuchałam się, że potrafią grupą otoczyć człowieka i atakować, skacząc gryząc i drapiąc. Na szczęście poza tym, że biegały i krzyczały na siebie, nie są agresywne w stosunku do mas.
Na kolacje idziemy do tradycyjnej knajpy Nepalskiej, objadamy się wegetariańskimi pierożkami momo.  Od miesiąca praktycznie nie jedliśmy mięsa, tylko ryż z warzywami, czasem trochę sera i jajka. Mięso po pierwsze jest tu dość drogie, po drugie nie wiemy w jakich warunkach zostało przygotowane i przechowywane. Przypuszczam, że w raczej kiepskich. Nikogo nie dziwi, jak mówimy że nie jemy mięsa, powszechny tu buddyzm jest przeciwny zabijaniu wszelakich żywych stworzeń.

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *